Kolejny kameralny koncert w NOSPR za mną.
Tym razem wirtuozi NOSPR wzięli na warsztat dzieła minimalistów, jak Philip Glass i Steve Reich. Tego pierwszego znam i uwielbiam, ale muzyka Reicha jest dla mnie kompletnie nieznana. Głównie zależało mi na występie z repertuarem Glassa i na szczęście udało mi się posłuchać jego muzykę w całości. Pech chciał, że z powodu remontu na PKP w Katowicach musiałem "zwinąć" się wcześniej i nie zostałem do końca koncertu - wysłuchałem pierwszej części "Different Trains", a dwie pozostałe dokończyłem w drodze powrotnej.
Amerykański minimalizm w swym założeniu ideowym odrzuca intelektualnie skomplikowaną i nieprzejrzystą muzykę współczesną. Podstawą minimalizmu jest prostota materiału melodycznego i przejrzystość harmonii oraz redukcja materiału muzycznego. Nadrzędną cechą minimalizmu jest powtarzalność dźwięków i melodii. Nurt czerpie inspiracje z muzyki kultur pozaeuropejskich - głównie azjatyckich i afrykańskich. Łącznikiem obu kompozytorów - oprócz samego nurtu muzycznego - jest fakt, że "Kwartet smyczkowy nr 2 i 5" Glassa i "Different Trains" Reicha pierwotnie wykonywał kultowy Kronos Quartet.
Za wykonanie utworów odpowiadali: Beata Ogryzek (skrzypce), Katarzyna Jawor (skrzypce), Aleksander Daszkiewicz (altówka), Natalia Kurzac-Kotula (wiolonczela), Alica Szydłowska (wiolonczela). Koncert poprowadziła Beata Tomanek. Instrumentaliści byli wspaniali i dali prawdziwy popis swoich umiejętności - kolejny raz ubolewam, że mogłem być tylko na Glassie, ale czasami tak bywa, że jesteśmy uzależnieni od sytuacji zewnętrznych, na które nie mamy wpływu.
Muzykę Philipa Glassa znam i kocham, ale głównie jestem zaznajomiony z jego dorobkiem soundtrackowym. Cenię go za muzykę filmową do takich produkcji, jak: "Koyaanisqatsi", "Kundun – życie Dalaj Lamy", "Truman Show", "Godziny", "Iluzjonista", "Notatki o skandalu", "Jiro śni o sushi". Czas nadrobić jego dokonania w dziedzinie muzyki pozafilmowej. "Kwartet smyczkowy nr 2 Company" jest piękny i krótki, ale mocno oddziałuje na zmysły i wyobraźnię, ale prawdziwy geniusz kompozytora kryje się w kilkuczęściowym "Kwartecie smyczkowym nr 5". Przede wszystkim jest niesamowicie skonstruowaną kompozycją, która oprócz powtarzalności dźwięków i melodii, dodaje wiele nowych elementów melodycznych. Czasami są to przepiękne i wolne motywy - kojarzące mi się z takim klimatem sielankowym rodem z brytyjskich lasów i łąk znanych z XIX, XVIII i XVII wieku (głównie chodzi mi o referencje dokonań kina kostiumowego, a konkretnie kinematografii brytyjskiej). Utwór posiada również elementy dynamiczne i fantasy. Genialny miks subtelności i muzyki epickiej. Wspaniałe wykonanie w/w instrumentalistów.
Steve Reich to dla mnie nowość. Szkoda, że nie mogłem zostać do końca koncertu, ale przesłuchałem resztę utworu w powrotnym pociągu, co w sumie idealnie pasuje do tej konkretnej kompozycji. Inspiracją dla tego sztandarowego dzieła minimalizmu było osobiste doświadczenie wojenne kompozytora i refleksja na temat Holocaustu. Podczas II wojny światowej kilkuletni Reich podróżował pociągiem między Nowym Jorkiem a Los Angeles, gdzie mieszkali jego żyjący w separacji rodzice. Później uświadomił sobie, że gdyby mieszkał w Europie, jako Żyd mógłby jechać do obozu koncentracyjnego. Trzyczęściowy "Different Trains" charakteryzuje się miejskimi dźwiękami i mocną powtarzalnością melodyjną. Kolejne części posiadają subtelne zmiany względem głównej narracji muzycznej, ale każda zawiera inne wspomnienia Żydów z czasów II Wojny Światowej oraz z emigracji do USA.
Z tego pojedynku zwycięsko wyszedł Glass z arcydziełem "Kwartet smyczkowy nr 5", który niesamowicie pobudził moje emocje i wyobraźnię.
Czekam na kolejne projekty muzyczne kameralistów z NOSPR. Warto, bo są prawdziwymi wirtuozami - przynajmniej w moim odczuciu.
Program:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz